|
O tym dlaczego na Bali nie można się wyspać, o plemiennych walkach i wyjazdach incentive, w rozmowie z Katarzyną Papciak opowiedział Paweł Bartnik.
Jak długo mieszka Pan na Bali i dlaczego zdecydował się Pan na tak radykalną zmianę w swoim życiu?
Jak to zwykle bywa, zadecydował zbieg okoliczności. Jednego dnia pojawiła się propozycja, drugiego już była spakowana walizka. Decyzję podjąłem pod wpływem impulsu i dzisiaj mogę powiedzieć, że była to dobra decyzja. Mieszkam tutaj od dwóch lat, choć mam poczucie jakby minęło dziesięć. Ciągle przemieszczam się pomiędzy wyspami, ale to Bali jest moją ostoją, do której zawsze wracam.
Po dwóch latach jest Pan dla Balijczyków wciąż turystą, czy już jednym z nich?
Balijczycy są generalnie narodem nastawionym przyjaźnie do wszystkich. Są bardzo tolerancyjni. Idąc przed siebie można spotkać znajdujące się blisko siebie kościoły katolickie, meczety, świątynie hinduistyczne i buddyjskie. Konflikty o podłożu religijnym nie istnieją. Ludzie modlą się jak chcą, do kogo chcą, często w jednym miejscu. Choć nie ma co ukrywać, że turystów lubią nie tylko z powodu swej natury. Mają świadomość, że dzięki nim podnosi się ich poziom życia i potrafią to docenić.
Ja mam z nimi trochę inne relacje w związku z tym, że mieszkam tutaj na stałe. Z lepszym lub gorszym skutkiem porozumiewam się z nimi w tutejszym języku co jest dla nich bardzo ważne. A dla mnie jest ważny fakt, że traktują mnie trochę jak swojego.
Czym urzekła Pana ta wyspa?
Bali mnie przede wszystkim wchłonęła. O jej niesamowitości można napisać książkę. Sądzę, że gdybym musiał ją opisać kilkoma przymiotnikami byłyby to: ciepła, spokojna, słoneczna, zielona, egzotyczna. W pewien sposób magiczna.
Dlatego zdecydował się Pan pokazywać to miejsce turystom?
Zdecydowałem się na to, bo wiem, że Indonezja to miejsce, które warto poznać. Ludzie coraz częściej rezygnują z wycieczek organizowanych przez biura podróży, na rzecz poznania miejsc nie zadeptanych stopami tysięcy turystów. Oferta Indo Explorer dedykowana jest właśnie wszystkim, dla których oferty katalogowe wielkich biur są mało barwne. Pozwala ona na spędzenie czasu, który we wspomnieniach wraca przez całe życie.
Co oferujecie?
Łatwiej byłoby powiedzieć czego nie oferujemy. Nurkowanie, trekking, rafting, surfing i canyoning. A to tylko niewielka część. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się podróże poślubne i, co ciekawe, również same śluby.
W ofercie znajduje się także incentive.
Tą opcję prezentujemy drugi rok. Składamy ją za każdym razem z innych „klocków” w zależności od oczekiwań klienta. Ale cel jest zawsze taki sam: ma być aktywnie, wesoło i poznawczo.
Ile osób pracodawcy wysyłają na takie imprezy?
Między dziesięć a dwadzieścia osób z zastrzeżeniem, że jest to bardzo uśredniona liczba. Tak naprawdę różnie bywa. Największa grupa jaką mieliśmy liczyła pięćdziesięciu starannie wyselekcjonowanych pracowników ogromnej korporacji. Nie da się jednak ukryć, że ze względów logistycznych im mniejsza grupa, tym większa możliwość zrealizowania ciekawego programu.
Klienci preferują luksusowe rozwiązania, czy raczej survival?
Jak zawsze: to zależy. Część lubi bierny relaks w bajkowych hotelach, połączony z czynnym, acz równie kosztownym. I tutaj jest szeroki wachlarz możliwości, od wypraw łodziami motorowymi celem wędkarstwa morskiego, przez krajoznawcze rejsy ekskluzywnymi jachtami, po podziwianie okolic z perspektywy ptaka zza szyb helikoptera.
Czyli jednak społeczeństwo zrobiło się wygodne.
Nie do końca. Wciąż jest rzesza ludzi, których bardziej interesuje przeżycie prawdziwej przygody. Nie ma tutaj miejsca na luksus, hotelom przyświeca idea minimalizmu, ale za to survivalowe atrakcje rekompensują te braki z nawiązką. Jest to opcja w bardziej przystępnej cenie, ale muszę dodać, że firmy decydujące się na tą formę, rzadko mają na względzie oszczędność.
Jakie jest zainteresowanie ofertą incentive w Indonezji?
Przyznam, że rośnie wprost proporcjonalnie do zainteresowania firm ofertą incentive w ogóle. Nazwa Bali to znak towarowy z najwyższej półki i to jest największy atut. Dodatkowo Indonezja kojarzy się z czymś egzotycznym, prawie nieosiągalnym i tym budzi pożądanie. Nie trzeba nic więcej, żadna reklama nie jest potrzebna, ten produkt sprzedaje się sam.
Ceny oszałamiają?
To jedno z pytań padających w pierwszej kolejności. Cena maksymalna właściwie nie istnieje. Minimum zawiera w sobie cenę przelotów i zakwaterowania. Do tego trzeba doliczyć przynajmniej 1000 $ na zabawę. Mówię o cenie dla jednej osoby przebywającej tylko na Bali. Każda kolejna wyspa to dodatkowy transfer, a co za tym idzie wyższe koszty. Nie bez znaczenia jest tutaj pora roku, ilość osób i ich oczekiwania.
Zdarzają się jakieś nieprzewidziane w planie sytuacje?
Nie zawsze można wszystko przewidzieć. Mieliśmy grupę na Papui (Irian Jaya), która trafiła w sam środek wojny plemiennej. Obyło się bez ofiar, nawet zadraśnięć nie było, ale mimo wszystko to przygoda na całe życie. Nie każdy może się poszczycić opowieścią, jak to uciekał przez dżunglę gubiąc buty, żegnany papuaskimi strzałami śmigającymi nad głową :)
Jakie atrakcje preferują europejczycy?
Bali sama w sobie kusi odwiedzających. Flores z Komodo przyciąga waranami i niesamowitymi miejscami do nurkowania, Papua – nie trzeba komentować, sama nazwa jest magiczna. Sumatra zachęca dzikimi górami i ryzykiem spotkania się oko w oko z tygrysem czy orangutanem. Wyspy różnią się religijnie, kulturowo i klimatycznie, dlatego wszystkie budzą zainteresowanie. Jednak żeby móc choć trochę poznać Indonezję trzeba tutaj przyjechać trzy czy cztery razy, z nastawieniem ograniczenia przebywania w hotelu do niezbędnego minimum.
Czym zaskakują Balijczycy?
Na szczycie listy umieściłbym taki sposób jazdy na skuterze, który sugerowałby posiadanie przez nich czterech żyć. Ilość świąt w kalendarzu wzbudza do zastanowienia, jakim sposobem w ogóle znajdują czas na pracę. Każdy dom ma swoją świątynię, w której domownicy składają trzy ofiary dziennie. Cała wyspa jest opanowana przez koguty i naprawdę nie pamiętam kiedy ostatni raz się wyspałem. No i jest lotnisko. Co samo w sobie oczywiście nie zaskakuje, wszystkie kraje mają lotniska. Ale czy gdzieś jeszcze są one zamykane z okazji świąt? Bo na Bali owszem. W dniu Hari Nyepi zamknięte jest wszystko, na ulicach nie ma nawet żywej duszy, są za to wątpliwości, czy ludzie na pewno przebywają w domach, bo nie używa się w tym dniu prądu, a cała „wyspa” udaje że jej nie ma.
Po tej rozmowie samo nasuwa się pytanie, zamierza Pan kiedyś wrócić do kraju?
Pyta pani o Polandię? Mam nadzieję, że kiedyś wrócę. Powiem też, czego mi tutaj najbardziej brakuje. Zapachu polskich pór roku.
Dziękuje za rozmowę.
Paweł Bartnik: kilkanaście lat pracował jako manager wyższego szczebla, prowadząc piony sprzedaży w różnych branżach. Aktualnie, zawodowo robi to co pasjonuje go najbardziej, wraz z Jolą Prusak jest właścicielem firmy Indo Explorer Int., organizującej aktywny wypoczynek w Indonezji.
ZOBACZ TAKŻE: Wystarczy otwarty umysł
|
Wiem bo korzystam:) Życzę Wszystkim, dobrej zabawy na Bali