|
Całkiem niedawno spotkałam koleżankę. Nie widziałyśmy się od czasów liceum, nie bardzo miałyśmy więc o czym rozmawiać. Zresztą nawet wtedy nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie, nie miałam więc z tego powodu szczególnych wyrzutów sumienia. Niemniej grzeczność wymagała, by zamienić ze sobą choć kilka zdań.
Bardzo zwięźle opowiedziała o swojej rodzinie, czym byłam zaskoczona gdyż zazwyczaj kobiety mają tendencję do opowiadania o wszystkim co dotyczy ich dzieci i mężów. Westchnęłam więc z ulgą i żeby grzecznościom stało się zadość postanowiłam, o ja nieszczęsna, zapytać o pracę. No i się zaczęło. Jest sekretarką. Zaharowuje się po same łokcie i oczywiście zarabia za mało. Odpowiedziałam, że chyba jednak nie jest tak źle skoro może sobie pozwolić na salon SPA, w którym ją spotkałam. Nie odpowiedziała, lecz w dalszym ciągu wylewała swoje żale. Za tydzień musi jechać na weekend do Gdańska, gdyż szef zorganizował im tam imprezę integracyjną. A przecież w zeszłym miesiącu była na szkoleniu (które szefa kosztowało kwotę trzycyfrową – mój przypis). To przecież przesada, żeby on tyle wymagał. No tak...
Spotkanie to zafrapowało mnie mocno i nakłoniło do przemyśleń. Jakże prawdziwe jest przysłowie mówiące, że im więcej mamy tym większe mamy oczekiwania. Nie pamiętam tych czasów, ale najstarsi powiadają, że dawniej pracę się szanowało. Ba! O pracę się zabiegało i dbało. A dodajmy, że korzyści z niej płynące były dużo mniejsze niż obecnie. Szefowie byli bardzo wymagający, bardzo mało płacili, nie przyznawali bonusów, premii, a awanse dostawali tylko synowie koleżanek z liceum.
A jak to teraz wygląda? Ludzie zarabiają coraz więcej, zaczyna być niemal standardem telefon, laptop czy samochód firmowy. Dochodzi do sytuacji, że to pracownicy stawiają warunki swojemu pracodawcy. Byłam świadkiem sceny, kiedy to pracownik (nie mający ani kluczowego stanowiska w firmie, ani porywającego stażu pracy, dodam) z prawdziwym oburzeniem odniósł się do propozycji podwyżki opiewającej na "jedyne" 500 zł. Odgrażał się przy tym, że będzie szukał innej pracy, bo tutaj jest bardzo słabo doceniany. I o ile nie jest to pracownik strategiczny, pracodawca nie przejmie się tym szczególnie, bo wiadomo, na jego miejsce znajdzie się zaraz rzesza innych. Gorzej jeśli pracownikiem jest osoba, bez której, wydawać by się mogło, firma przestanie prosperować. W takich sytuacjach najdziwniejsze rzeczy moje oczy widziały. "Chcę 2 tyś. podwyżki, MacBooka, iPhona i najwyższy z możliwych abonament. Do tego możliwość wakacji 3x w roku i obowiązkowo pracy zdalnej przynajmniej kilka razy w miesiącu." I co? I dostawał.
Pracodawca organizuje wyjazdy integracyjne i imprezy firmowe. Kosztuje to niemałe pieniądze. Specjaliści jednak dowiedli, iż zintegrowany pracownik pracuje lepiej i jest bardziej związany z firmą, dlatego prawdziwy szef wie, że każda wydana w ten sposób złotówka, nie jest kosztem, ale inwestycją. Wyciąga więc kartę i nie waha się jej użyć. Opłaca paintball, strzelnicę, catering i wszystko inne co pracownikowi da szczęście. A co na to sam zainteresowany? Jeszcze kilka lat temu wiadomość o czymś takim wprawiała wszystkich w stan euforii i o niczym inny się nie mówiło. Nie było osoby, która nie uczestniczyłaby w owej "uroczystości". Teraz coraz częściej ludzi trzeba namawiać, żeby łaskawie przyszli i skonsumowali to za co pracodawca zapłacił. "przyjdź na chwilę, zjesz wypijesz i pójdziesz". "Nie chce mi się, nie mogę, nie mam czasu, nie mam ochoty, mam zły nastrój, a w ogóle to nie podoba mi się pomysł imprezy w stylu lat 60-tych)".
Dlaczego tak się dzieje, że im więcej dostajemy tym bardziej jesteśmy niezadowoleni? Bardzo często słyszę narzekania, a co najdziwniejsze, najgłośniej mówią osoby, które mają najlepiej. Dwa samochody, dom, mieszkanie, wczasy kilka razy w roku, wysokie pensje, ciekawa praca dająca możliwość samorealizacji. To od nich najczęściej słychać jaki to ten "pracodawca jest niedobry, skąpy, nie docenia, nie płaci więcej niż sobie zasłużyłem, nie daje samochodu, choć jestem sekretarką i nie mam prawa jazdy".
Wyraźnie widać też tendencje do takich zachowań wśród ludności zamieszkującej duże miasta. W małych miejscowościach ludzie żyją inaczej. Trochę widać tam jeszcze XX wiek. I dobrze. Inne rzeczy się tam liczą i inne wartości górują. Pieniądze służą głównie utrzymaniu rodziny, a nie do spełniania swoich, coraz to droższych, zachcianek. A jeśli już ktoś narzeka, że za mało zarabia to z reguły ciężko się mu dziwić, skoro musi utrzymać rodzinę za 1000 zł.
Nie twierdzę przy tym, że to źle spełniać swoje marzenia. Nie ma też nic złego w zarabianiu pieniędzy. Ale we wszystkim trzeba zachować umiar, przystopujmy więc trochę swoje roszczenia. A i odrobina wdzięczności też nie zawadzi.
ZOBACZ TAKŻE: Zachować trzeźwość, czyli jak nie stać się maszynką do powielania treści |
"Pieniądze służą głównie utrzymaniu rodziny, a nie do spełniania swoich, coraz to droższych, zachcianek"
Przepraszam bardzo - ale życie to nie "nażreć się i umrzeć"... i ludzie to rozumieją...
I tu przechodzę do sedna. Najgłośniej krzyczą ci, którzy mają największy problem z dogadywaniem się. Nie jestem pewien, czy druga strona uzna moje argumenty? To pokrzyczę i postraszę. Szefa - że odejdę, bo mnie nie docenia; pracownika - że stu czeka na jego miejsce. Większość sytuacji da się rozwiązać, jeśli tylko człowiek umie rozmawiać i dogadywać się. Wielokrotnie jako szef rozwiązywałem takie konflikty - najważniejsze nie okazywały się wielkie podwyżki, tylko poczucie docenienia przez pracownika i wysłuchanie problemów. Pieniądze - ważna rzecz, ale ważniejsza jest satysfakcja z pracy.
W mojej historii pracy jako szef spotkałem również na rozmowach ludzi o roszczeniowej postawie. Na przykład ostatnio:
- Dlaczego chce Pani u nas pracować?
- Bo będę miała blisko do pracy, bo chcę się czegoś nauczyć, bo lubię podróżować.
- A chciałaby Pani o coś nas zapytać?
- Tak! Jaki macie Państwo pakiet socjalny?
Dziewczyna była sympatyczna, ale u nas pracy nie znajdzie. Byłby to początek problemów.
I na koniec chwalebny przykład. Całkiem niedawno prezes jednej z największych polskich firm informatycznych rozdał swoim pracownikom, którzy byli z nim najdłużej, akcje firmy warte miliony. Ale rozdał je bardzo mądrze - powiedział, że dostaną je za kilka lat. A ile będą warte? Tyle, ile będzie warta firma dzięki ich ciężkiej pracy. W ciągu tych kilku lat oni wiedzieli, na co pracują, nie przychodziło im do głowy odchodzić z pracy, czy zakładać własny biznes.
@Halinka: może właśnie dlatego, że jestem młodą osobą i miałam okazję pracować w takich firmach, wyciągnełam mniej lub bardziej słuszne wnioski dotyczące zarobków i warunków pracy. Widocznie miałam dużo szczęścia trafiając na takich właśnie kapitalistyczny ch, pozytywnych szefów :) Zdaję sobie również sprawę, że nie wszędzie jest tak kolorowo, co nie zmienia faktu, że w kwestii pozycji pracownika w firmie, wszystko się zmienia na lepsze. Dodam również, że w powyższym tekście nie ma przesady i rzeczone sytuacje miały faktycznie miejsce.