Szukaj!




Gorąco zapraszają!

 
Hotel Eva***
Kraków (małopolskie)
miejsc noclegowych: 53
konferencje max. 120
bankiet max. 120
Hotel Vega***
Wrocław (dolnośląskie)
miejsc noclegowych: 160
konferencje max. 160
Pensjonat Nad Zalewem***
Stare Miasto (wielkopolskie)
miejsc noclegowych: 40
konferencje max. 200
Hotel Hanza****
Gdańsk (pomorskie)
miejsc noclegowych: 120
konferencje max. 70
Hotel Twins*
Warszawa (mazowieckie)
miejsc noclegowych: 55
konferencje max. 50
Rozterki wakacyjnego turysty
piątek, 29 kwietnia 2011 17:16

Wielkimi krokami nadchodzą wakacje, a co za tym idzie sezon urlopowo-wycieczkowy. Jak każdy normalny, zmęczony człowiek, czas wolny spędzam przeglądając oferty biur podróży. A z każdą minutą takiego przeglądania czuję w sobie narastającą frustrację.

I nie mam na myśli cen na jakie owe eskapady opiewają, bo nie są one jakieś znowu szalenie druzgoczące. Jak się dobrze rozejrzeć to za tysiąc złotych, można już powygrzewać zmęczone lędźwie u np. tureckich gospodarzy. Początkowo prawdziwe niezadowolenie wywołała we mnie monotonia miejsc docelowych wszystkich oferowanych wycieczek, tych samych hoteli, a nawet programów wyjazdów fakultatywnych. W czym tkwi problem? A w tym to, że człowiek to wymagająca bestia i kiedy już otrzyma jedną pestkę, zaraz chce następną, a najlepiej to cały słonecznik.

W początkowej fazie jest łatwo. Podczas pierwszych wycieczek najważniejszy jest relaks. Wykupujemy więc cały pakiet: hotel z basenem + plaża + all inclusive i jedziemy z zamiarem leżakowania, opalania, jedzenia, picia i ograniczenia ruchu do koniecznego minimum. I jest fajnie. Ale tylko w czasie pierwszego wyjazdu. Nie dłuższego niż 6 dni, bo później zaczyna się nuda. Tropikalna nuda wcale nie różni się tak bardzo od rodzimej, więc wcześniej czy później też mamy jej dosyć.

Nauczeni doświadczeniem kolejną wycieczkę planujemy już ambitniej. Do powyższego pakietu dodajemy wycieczkę fakultatywną i czujemy się panami uniwersum, przed którymi świat już nie ma żadnych tajemnic. I nieważne, że wycieczki wcale nie ukazują realiów prawdziwego życia tambylców, że są inscenizowane specjalnie pod turystów. Najważniejsze, że uda się nam przywieźć do domu kilka fotografii więcej, a na pytanie znajomych gdzie spędziliśmy urlop będziemy mogli powiedzieć: w Hurghadzie. Po poprzedniej wycieczce na takie pytanie moglibyśmy odpowiedzieć co najwyżej: w hotelu. Ten etap może trwać dłużej niż pierwszy, zatem tak zaplanowanych wycieczek odbędziemy jeszcze dwie lub trzy. Co bardziej cierpliwi może więcej.

Jednak nadchodzi w końcu ten moment dojrzałości turystycznej, w którym wygrzewanie pleców przestaje być satysfakcjonującym nas zajęciem, a pięciogwiazdkowy hotel w ofercie last minute nie kusi już tak jak na początku. Postanawiamy więc zorganizować wycieczkę na własną rekę. Nie jest to wciąż samodzielne zwiedzanie najbardziej dziewiczych i niebezpiecznych zakamarków ziemi, żywienie się mrówkami i korzonkami czy spanie pod gołym niebem w towarzystwie fauny i flory. Niemniej bierzemy pod pachę przewodnik tudzież inne wskazówki od osób, które dojrzały trochę wcześniej i docieramy w miejsca, o których większość hotelowych towarzyszy nawet nie słyszała.

I z tego właśnie wynika moja frustracja. Dotarłam już do trzeciego etapu i teraz zależałby mi aby wybrać się w miejsce nieskalane stopą człowieka. W ostateczności niech to będą chociaż stopy 100 turystów, nie 5 231 przede mną. I początkowo zadałam sobie naiwne pytanie: dlaczego nie ma wycieczek w jakieś odludne, dzikie miejsca gdzie płoną ogniska i szumią knieje? Oczywiście odpowiedź nadeszła sama, dosyć szybko i zdecydowanie mi przyłożyła. Bo jak długo miejsce byłoby dziewicze gdyby organizowano tam wojaże? Cnotę zachowałoby ono pewnie przez pierwsze dwa turnusy.

W zeszłym roku miałam okazję wypoczywać w Maroko. Oczywiście wycieczkę wykupiłam zwyczajowo w biurze podróży, ale całej reszcie daleko było do standardów. Podczas dwutygodniowego pobytu udało mi się zwiedzić kilka niesamowitych miejsc, o których istnieniu piloci wycieczki nawet nie słyszeli. Wypożyczonym samochodem zdołałam dotrzeć do Cascade Ouzoud, gdzie kaskady wody spływają ze 110 metrów wysokości tworząc niesamowitej urody wodospad. Zaskoczyli mnie mieszkańcy tej maleńskiej miejscowości, otwarci, pomocni, niesamowicie przedsiębiorczy i ambitni, znający dwa lub trzy języki obce! Zdumiewające.

Miałam też szczęście podziwiać jeszcze niemal dziewicze plaże Lagzira, nad kórymi wznoszą się niesamowite tunele rzeźbione przez czas w skale. I ogromnie się cieszę, że udało mi się to zobaczyć w tym prawie nienaruszonym stanie, gdyż skądinąd wiem, iż teraz zaczynają się tam budować ośrodki turystyczne i prawdopodobnie w przyszłym sezonie po całym uroku tego miejsca nie będzie już śladu.

Moje osobiste wynurzenia mają na celu zwrócenie uwagi na fakt, iż wykupienie wycieczki w agencjach podróży nie skazuje nas na nudne wakacje pod palmami sztucznie posadzonymi na plaży. Wystarczy trochę chęci i wysiłku oraz, jak to było w moim przypadku, nieoceniona pomoc przyjaciół, którzy wcześniej tam byli, widzieli i polecili. Bardzo przykry jest dla mnie fakt, że coraz trudniej takie miejsca odnaleźć bo cywilizacja chcąc - nie chcąc (dla mnie zdecydowanie nie chcąc) dociera wszędzie.

Tym smutnym akcentem kończę i konkluduję, że jednak wielkie to szczęscie, iż biura podróży oferują wyjazdy w ściśle określone, średnio atrakcyjne miejsca, bo tym sposobem jest szansa, że żądni wrażeń podróżnicy, jeszcze przez jakiś czas będą mieli co odkrywać.

 

Zobacz także:

Panem et circenses!

 
Ocena użytkowników:   / 4
Słaby Świetny  
Komentarze 
 
0 Gosia 2011-06-04 12:27
Po przeczytaniu tekstu zaczęłam odliczać dni do urlopu :) I ku wielkiej uciesze uświadomiłam sobie, że na idpoczynek muszę czekać jedyne 28 dni! Wybieram się do Brazylii, mam nadzieję, że dane mi będzie odpoczywanie z dala od pijanych i głosnych kurortów. Po powrocie napiszę, czy się udało! Pozdrawiam!
Cytować
 
 
0 safona 2011-05-10 15:41
zgadzam się, ja również coraz gorzej znoszę wczasy "pod sztucznymi palmami", niestety moi znajomi nie i dlatego nie mam z kim wybrać się w samodzielną podróż :( a samotnie to jednak strach...
Cytować
 
 
0 KVA876L 2011-05-08 08:15
Ja chcę cały słonecznik, cudowne
Cytować
 
 
+1 Przemo 2011-05-07 12:07
Świetny artykulik, ładnie napisany i trafiający w sedno:)
Cytować
 
 
0 Ola 2011-05-05 15:20
Z tych samych powodów wróciła zapomniana już trochę moda na jeżdżenie stopem.m Coraz więcej z moich znajomych decyduje się na taką formę wakacyjnego transportu. Bynajmniej nie ze względów finansowych...
Cytować
 
Dodaj komentarz



Najczęściej czytane
Tatralandia – imprezy MICE u stóp Tatr
Ośrodek wypoczynkowy do wynajęcia
...I tylko polskich pór roku brak
Jak zorganizować letni event wspierający działania promocyjne marki?
Jak efektywnie inwestować w outdoor?
Podobne artykuły
Panem et circenses!
Koń Twoim mentorem
Zachować trzeźwość, czyli jak nie stać się maszynką do powielania treści
Hotele tylko dla dorosłych – przyszłość branży MICE?
A może Event w muzeum?
Facebook
Blip
Twitter