|
O tym, dlaczego koń odzwierciedli twoje emocje, nauczy podejmować decyzje i odpowie na wiele pytań, o których nawet nie wiedziałeś, że cię nurtują, czyli o szkoleniach z wykorzystaniem metody Horse Assisted Education, w rozmowie z MICE.pl opowiada Dorota Soida, Prezes Stowarzyszenia Horse Assisted Education w Polsce.
MICE.pl: W ofercie ma Pani szkolenia budujące i integrujące zespół. Czy dużo jest chętnych na taką formę team-buildingu?
Dorota Soida: Firmy zgłaszają się nie tylko na ten typ szkoleń, ale i na warsztaty „Lider dla siebie i innych” czy „Lider sprzedaży”. Nie wiem, do ilu ludzi docieram z moją ofertą. Jest to na pewno oferta wartościowa i ciekawa, więc kto ma ją znaleźć, na pewno znajdzie. Dużym plusem jest nowość i innowacyjność.
M: Jak często zatem prowadzi Pani szkolenia?
DS: Założyłam sobie, że będę prowadzić jedno szkolenie otwarte miesięcznie, dla wszystkich chętnych. Z prośbą o indywidualne szkolenia zgłaszają się natomiast firmy, więc w sumie wychodzi 2-3 szkolenia na miesiąc. Część osób najpierw zastanawia się, bo nie wiedzą, jak się ma koń do biznesu. Potem opowiadają, reklamują, wprowadzają następnych.
M: Skąd wziął się pomysł na taki rodzaj szkoleń?
DS: Horse Assisted Education rozwinęło się około 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych, potem metoda została przeniesiona na grunt europejski i tak dotarła też do Polski. W naszym kraju pierwsza była Agata Wiatrowska, rozpoczęła działalność w roku 2006.
M: A skąd te zainteresowania u Pani?
DS: Ja od wielu lat zajmowałam się końmi. Wspólnie z przyjaciółmi założyłam Towarzystwo Jeździectwa Naturalnego, którego byłam prezesem. Zawsze fascynowało mnie uczenie się od koni, dlatego postanowiłam połączyć to ze szkoleniami z rozwoju osobistego, bycia liderem i sprzedaży.
M: Ile trwają warsztaty?
DS: Całe spotkanie trwa 1 lub 2 dni. Bardziej efektywne dla firm są z pewnością warsztaty dwudniowe. Niosą ze sobą większą wartość, jest czas na refleksję i przemyślenia.
Poza tym trzeba pamiętać, że przybywanie z końmi może być dla wielu ludzi poza strefą komfortu. Dlatego pierwszy dzień pozwala na oswojenie się z sytuacją, a wtedy podczas drugiego dnia szkolenia można pełniej korzystać z ćwiczeń, być otwartym na nowe doznania.
M: Jak duże mogą być grupy?
DS: Absolutne minimum to 6 uczestników, 12 natomiast to już bardzo dużo. Grupa nie może być zbyt liczna, ponieważ ćwiczenia wykonuje się indywidualnie, reszta prowadzi obserwacje, a potem się rozmawia. Idealna grupa to około 8-10 osób.
M: Jak wyglądają takie warsztaty?
DS: Jak każda metoda couchingowa, polegają na stawianiu pytań, a odpowiedzi ludzie szukają w sobie. Ćwiczenia wykonywane są indywidualnie lub w grupie. Inne osoby w tym czasie obserwują, a potem wywiązuje się dyskusja. Ważne jest, żeby komentarze były tylko informacją zwrotną, nie oceną.
M: Na czym w takim razie polega rola koni?
DS: Konie pełnią rolę współtrenera i partnera w procesie rozwojowym. Pokazują ludziom ich osobowość. W relacji z końmi zaczynają być oni świadomi tego, co się z nimi dzieje.
M: Jakie techniki są wykorzystywane?
DS: Generalnie wszystkie ćwiczenia wykonywane są „z ziemi”. Czasem tylko robię jedno, podczas którego siedzi się na koniu. Przykładowym ćwiczeniem jest przeprowadzanie konia z punktu A do punktu B. Wydaje się to bardzo proste, ale jeśli człowiek nie jest pewny siebie, koń nie ruszy. One czują każdy moment zawahania. Czasami z kolei wygląda to tak, jakby to koń prowadził człowieka.
To skłania do refleksji, stawia pytania: „co ci to mówi o sobie?”, „czy potrafisz wyegzekwować to, czego pragniesz?”. Uczy podejmowania decyzji. Koń nie reaguje na słowa, reaguje na gesty i na to, czy człowiek ma wewnętrzne przekonanie, żeby iść. Zdarza się, że inni uczestnicy mówią „Podejmij decyzję i idź!”, wywiązuje się dyskusja.
M: Czy to ma coś wspólnego z hipoterapią?
DS: Nie, hipoterapia to zupełnie coś innego. Adresowana jest do osób niepełnosprawnych i polega na jeździe konnej. W przypadku moich szkoleń nie ma ani pierwszego elementu, ani drugiego. Wspólnym mianownikiem jest tylko koń.
M: Czy same konie muszą być jakoś odpowiednio przeszkolone do udziału w takich warsztatach?
DS: Nie, nie muszą. Po prostu wybieramy zwierzęta, które są przyjazne. Nie nerwowe, nie mające złych doświadczeń z ludźmi.
M: Czy na szkolenia przychodzą czasem ludzie, którzy boją się koni? Jak przełamują strach przed koniem?
DS: Oczywiście, przyjeżdżają ludzie, którzy nie mieli dotychczas kontaktu z koniem i to jest cudowne! Podczas szkolenia przekonują się, że strach ma wielkie oczy, że nie ma rzeczy niemożliwych. Na początku kontakt z koniem leży zdecydowanie poza strefą komfortu – to jest nowa sytuacja, nie ma czasu na udawanie, trzeba „walczyć o przetrwanie”. To pozwala poznać się lepiej, nazwać swoje cechy charakteru, odkryć, czy jest się nastawionym na cele, czy na relacje.
M: Czy z koniem człowiek pracuje indywidualnie, czy też ćwiczenia są grupowe?
DS: To zależy od typu szkolenia. Podczas szkoleń indywidualnych (rozwoju osobistego, „Lider dla siebie i innych”), każdy człowiek sam wykonuje ćwiczenie z koniem. Jeżeli jest to szkolenie integrujące, grupa pracuje razem. Może mieć to także formę zabawy, bilans pomiędzy rozrywką a edukacją zależy od sponsora.
M: Jak wyglądają takie grupowe zajęcia?
DS: Przykładowym ćwiczeniem jest przyprowadzenie przez grupę trzech koni, z trzech różnych miejsc, do jednego punktu. Wtedy widać spójność grupy, lidera, spontaniczność. Inaczej sprawa wygląda w przypadku szkoleń stricte biznesowych. Więcej jest teorii, nacisk kładziemy na dyskusję.
M: Często się zdarza, zwłaszcza podczas kilkudniowych wyjazdów integracyjnych, że uczestnicy piją alkohol. To nie idzie w parze z warsztatami z udziałem koni. Czy miała Pani w związku z tym jakiekolwiek problemy?
DS: Nie chcę generalizować, ale ja nie miałam takich przypadków. Myślę, że uczestnicy przyjeżdżają do mnie już z zupełnie innym nastawieniem, bo nie jest to zwykły wyjazd integracyjny.
Panuje zupełnie inny klimat - nie jest to sama rozrywka, ale i pogłębione myślenie.
M: Bardzo dziękuję za rozmowę.
{galeria:193:0} |